Dobrze jest mieć świadomość ekologiczną

Dobrze jest mieć świadomość ekologiczną

Teraz, kiedy przypominam sobie wydarzenia z przeszłości, dochodzę do wniosku, że taka bliskość z naturą i dążenie do harmonii w życiu, zawsze mi towarzyszyły. Na początku na pewno odbywało się to na poziomie podświadomości, teraz działam już świadomie.

Oczywiście, łatwo było być eko w czasach permanentnych niedoborów, braku towarów w sklepach czy opakowań jednorazowych. Byliśmy niejako do tego zmuszeni, ale dla mnie nie było to raczej uciążliwe. Lubiłam chodzić do sklepu po mleko wlewane do butelki, po warzywa do sąsiadującej z nami gospodyni, jeździć na działkę i pielić grządki. Lubiłam dziergać na drutach i farbować flanelowe skrawki, aby uszyć spódnicę. Wszystkie moje koleżanki tak robił. Do dziś nie lubię marnotrawstwa.

Zdaję sobie sprawę, że świat się zmienia i pędzi do przodu, że chcemy sobie ułatwiać życie, by sięgać po nowe. Sama przecież w tym uczestniczę. Jednak na tyle, na ile mogę, staram się nie dać wciągnąć w tę grę. Torby wielorazowego użytku wracają do łask po latach zachłyśnięcia się reklamówkami.

Żal mi, kiedy na taśmie w sklepie widzę pakowane owoce i warzywa, każde w oddzielny woreczek. Wiem, że te małe wybory tworzą skalę. Mogą być dla nas dobre lub nie.

 

Zaczęłam też rozumieć, że siła leży w prostocie. Widzę też, że generowane są potrzeby, o których wcześniej nie mieliśmy nawet pojęcia.

 

Od kiedy zmieniłam branżę i działam w obszarze kosmetyków, obserwuję to bardzo wyraźnie. Procesy, które zachodzą w nas z upływem lat, w pewnym sensie trzeba pokochać.  Wierzę w systematyczne, konsekwentne działania, kosmetyki o zdrowych i bezpiecznych składach, poprawiające czy podtrzymujące jakość skóry, nie wierzę w cuda. Nie kupuję też już niczego, czego nie jestem pewna w zakresie bezpiecznego składu, czy to kosmetyków, czy środków czystości. Nauczyłam się wybierać świadomie. Nie przekonują mnie już piękne reklamy.

To dotyczy również wyboru produktów spożywczych. Praktycznie zawsze byłam daleka od kupowania żywności instant, dodawania poprawiaczy smaku, produktów krzyczących kolorami o długiej dacie ważności. Pamiętam, że dwadzieścia lat temu po zdrową marchewkę jeździłam do sklepu na Ochocie. Teraz w kwestii zdrowej żywności jest na pewno prościej, bo te produkty są na wyciągniecie ręki.

Cieszę się, że obok mnie są ludzie, od których mogę czerpać wiedzę i dzięki którym mogę poszerzać swoją świadomość. Zdaję sobie też sprawę, że hasła takie jak: „mamy jedną Ziemię” czy „żyjemy na koszt przyszłych pokoleń”, są słabo „klikane”, budzą podejrzenia. Ale przecież już i tak doświadczamy tego, że żyje nami się trudniej z powodu zanieczyszczenia środowiska, częstszych chorób czy alergii, anomalii pogodowych. Uczestnicząc w tym świadomie zrezygnowałam z jedzenia mięsa. Ta decyzja była z jednej strony podyktowana wiedzą o sposobach produkcji i niechęcią uczestniczenia w tym procesie, ale też odpowiedzią na potrzeby organizmu.

Wierzę w ludzi, ludzką mądrość i empatię. Wierzę, że chcemy i potrafimy robić dobre rzeczy. Wierzę też, że mamy wpływ, że każdy z nas w swoim otoczeniu, rodzinie może wiele zmienić, a drobne gesty zebrane razem mają siłę sprawczą.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Asiu, pamiętam doskonale szalenie oryginalne swetry robione przez Ciebie na drutach. Masz rację, wszystkie dziergałyśmy, to były nasze pierwsze kroki na drodze świadomości rzeczy. Te małe gesty urosły do góry dobrych przyzwyczajeń w dorosłym życiu. Lubię czytać Twoje przemyślenia.

    1. Ela, dziękuję pięknie 🙂 Jest mi bardzo miło, że do mnie wpadasz. To ma być takie pozytywne miejsce. Jednak wraz z nowymi wpisami czuję, że to będzie takie trochę życiowe podsumowanie. A z tymi swetrami to pamiętam ogromną frajdę towarzyszącą tworzeniu, choć chyba nie było wtedy innego wyjścia, prawda? Teraz od czasu do czasu też przysiadam z drutami, nawet kończę zaczętą pracę, choć niekoniecznie w danym sezonie 😉 Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Close Menu